„Pan od rowerów”

Pamiętacie mój wpis, w którym pisałem, że jesteś swoim najlepszym mechanikiem? Po dwóch latach muszę zmodyfikować to stwierdzenie. To ja nim jestem!

Trzeba zacząć jeszcze raz…

Jestem z Wami już przeszło dwa lata. Sporo czasu minęło od ostatniego wpisu. Dla mnie jednak czas zatrzymał się w miejscu. Ostatnie miesiące minęły jak krótka chwila. Jak nudny i nieciekawy film, który nie chciał się skończyć.

„Goodbye my friend”, czyli pożegnanie z Trybikiem.

Kiedy w poprzednim wpisie opowiadałem Wam o podróży do Krakowa nie miałem pojęcia, że to była nasza ostatnia wspólna jazda. Przewrotny los sprawił, że nie ma go już ze mną. Jak do tego doszło?

Kiedy każda jazda może być tą ostatnią, liczy się „TU” i „TERAZ”

Czy zastanawialiście się kiedy tak właściwie jest odpowiedni czas na realizację marzeń? Pewnego dnia zrozumiałem, że nie powinienem bez końca patrzeć na siebie przez pryzmat tego co było. Tym bardziej nie mogę siedzieć i czekać na to co niebawem ma nadejść, a na co nie mam wpływu. Patrząc zbyt szeroko, nie widzimy najważniejszego. Tego co jest tu i teraz. A przecież to właśnie dziś może być ten wyjątkowy dzień!

Brevet 200. Witajcie po drugiej stronie!

Za mną najważniejsza impreza kolarska tego sezonu. Pierwsze szosowe wydarzenie sportowe w którym wziąłem udział, poza cennymi doświadczeniami i pięknymi wspomnieniami pozostawiło po sobie coś więcej. Otwarło w mojej głowie zamknięte dotąd drzwi do świata sportu. Na sięgających kilkunastu procent podjazdach zrozumiałem, że przebyłem długą drogę i stałem się sportowcem. Pierwszy raz w życiu na serio pomyślałem o sobie: „Zibi, jesteś kolarzem!”